Protesty przeciwko prawu aborcyjnemu rozwijają się w bunt przeciwko rządowi

Martin Nowak
3 listopada 2020

Artykuł ukazał się w języku niemieckim 2.listopada 2020

Protesty przeciwko zaostrzeniu przepisów aborcyjnych w Polsce nasiliły się w ciągu ostatniego tygodnia i przerodziły się w bunt przeciwko rządowi.

Według sondaży, prawie dwie trzecie ludności popiera protesty. Trzy czwarte osób nie akceptuje decyzji Trybunału Konstytucyjnego o praktycznie całkowitym zniesieniu już i tak restrykcyjnego prawa do aborcji.

Każdego dnia odbywają się nowe protesty. W środę, według doniesień policji, 430.000 osób wyszło na ulice całego kraju na "ogólnopolski strajk  kobiet". Nie da się określić, ile osób faktycznie pozostało poza miejscem pracy, ponieważ brakuje wiarygodnych danych. W ciągu dnia w demonstracjach brali udział głównie uczniowie i studenci. Niemniej wszędzie zdarzały się spontaniczne wyrazy solidarności. W niektórych miejscowościach pojawiły się nawet hasła protestu na tablicach komunikacji miejskiej. W wielu miejscach został zablokowany ruch drogowy. W przeciągu popołudnia, protesty nadal narastały.

Polska klasa rządząca zareagowała na protesty przemocą i represjami. Nowy minister edukacji Przemysław Czarnek (PiS) szczególnie się pod tym względem wyróżnia. Już 19 października kiedy został powołany na to stanowisko, został skonfrontowany z protestami uczniów domagających się lepszej ochrony przed koronawirusem, protestami, które teraz przeszły płynnie do szerszego ruchu.

Czarnek zagroził wszystkim szkołom i uniwersytetom, które umożliwiają uczniom i studentom udział w protestach, cięciami w finansowaniu. Rektorzy między innymi  uczelni wrocławskich i gdańskich odwołali z tego powodu zajęcia. Katolicki Uniwersytet Lubelski natomiast groził studentom i cenzurował posty na swojej stronie na Facebooku, które nawoływały do protestów.

Nowy minister edukacji prowadzi regularną krucjatę przeciwko protestującym. Wyraził zdanie że kobiety nie powinny być zniechęcane przez "neomarksistów i feministki" od ich nadanej przez Boga roli gospodyń domowych i matek. Minister określił uczestników demonstracji jako "radykalnych lewicowych rewolucjonistów", z których część wykrzykiwała "satanistyczne" hasła i dla których w Polsce "nie może być miejsca".

Czarnek zapowiedział, że "wszystkie podręczniki, zwłaszcza do nauki języka polskiego, historii i wiedzy o społeczeństwie" zostaną sprawdzone pod kątem ich polsko-patriotycznej zawartości. Jego atak na rzekomą "pedagogikę wstydu" wskazuje, w jakim historyczno-rewizjonistycznym i faszystowskim kierunku ma zmierzać nowa orientacja podręczników. Jako wojewoda lubelski Czarnek otwarcie układał się z faszystowskim ONR-em.

W dniu 27 października ONR ogłosił nową inicjatywę dotyczącą tworzenia stowarzyszeń paramilitarnych. Te "Brygady Narodowe" mają chronić "społeczeństwo polskie, miejsca kultu religijnego i wydarzenia patriotyczne przed bojowymi atakami i prowokacjami neomarksistów, wcieleniem bolszewizmu". Otwarcie ogłaszają "systematyczny trening w zakresie sztuk walki, treningu siłowego, strzelectwa i innych dyscyplin".

W dniu 27 października ONR ogłosił nową inicjatywę dotyczącą tworzenia stowarzyszeń paramilitarnych. Te "Brygady Narodowe" mają chronić "społeczeństwo polskie, miejsca kultu religijnego i wydarzenia patriotyczne przed bojowymi atakami i prowokacjami neomarksistów, wcieleniem bolszewizmu". Otwarcie ogłaszają "systematyczny trening w zakresie sztuk walki, treningu siłowego, strzelectwa i innych dyscyplin".

Nawet jeśli ONR sam temu zaprzecza, to ta inicjatywa wynika z wypowiedzi przewodniczącego PiS Jarosława Kaczyńskiego z tego samego dnia. W niej szara eminencja PiS nazywa demonstrantów przestępcami i deklaruje obronę przed nimi obywatelskim obowiązkiem.

"Musimy się bronić", powiedział Kaczyński. "Musimy bronić polskich kościołów. Za wszelką cenę. Wzywam wszystkich członków Partii Prawa i Sprawiedliwości oraz naszych zwolenników do obrony kościołów. System wartości Kościoła jest jedynym znanym Polakom systemem moralnym."

Ponad 130.000 negatywnych reakcji na stronie PiS na Facebooku świadczy o ogromnej pogardzie, z jaką spotyka się jego oświadczenie. Prawie 50.000 użytkowników zgodziło się z komentarzem wzywającym "dyktatora" i jego rząd do rezygnacji.

Podczas przemówienia Kaczyński nosił "znak polski walczącej", symbol polskiego ruchu oporu w czasie II wojny światowej. Posługuje się nią skrajną prawicową narracją, która umieszcza środki PiS w historycznej linii z polską walką z narodowym socjalizmem i komunizmem. Przejęty przez PiS państwowy nadawca TVP-Info nazwał także demonstrantów "lewicowymi faszystami w natarciu".

Mowa Kaczyńskich wielokrotnie porównywana była ze względu na swój zimny, stoicki charakter z mową, którą generał Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego w 1981 roku. Już wtedy państwo i kościół były ze sobą ściśle powiązane, i tak jest również dzisiaj. Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Leszek Gęsiak zadeklarował udział w protestach przeciwko aborcji jako grzech.

Ważną rolę odgrywa w tym również Tadeusz Rydzyk. Ksiądz zakonny i założyciel Radia Maryja jest znany ze swoich antysemickich i klerykalno-faszystowskich poglądów. Jego stacja radiowa, która od lat wspiera politykę PiS, potępiła protesty jako "satanistyczną agresję".

ONR i Młodzież Wszechpolska podążyły za wezwaniem Kaczyńskiego. Wysłali swoich "żołnierzy politycznych" przed kościoły w całym kraju i podjęli działania przeciwko demonstrantom. W środę we Wrocławiu przez cały wieczór miały miejsce ataki na demonstrantów ze strony prawicowych ekstremistycznych chuliganów. Zgodnie z pokrywającymi się doniesieniami demonstrantów, policja w większości nie interweniowała przeciwko faszystowskim bandytom.

Zaatakowano i raniono również dwóch dziennikarzy Gazety Wyborczej. Wyborcza poinformowała wkrótce potem, że tymczasowo aresztowany bandyta został zwolniony, a nakaz aresztowania uchylony z inicjatywy ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro. Jak zauważa Wyborcza, państwonie po raz pierwszy bierze ekstremistycznych bandytów pod swoją obronę.

Typowe dla reakcyjnej agitacji, jaką obrońcy PiS rozpowszechniają w mediach, jest również oświadczenie zastępcy szefa Ministerstwa Obrony, Marcina Ociepy. Zapytał, jak to możliwe, że bardzo młode dziewczęta wychodzą na ulice z taką agresją "Myślę, że coś tu jest nie tak. Myślę, że warto zbadać to zjawisko. Ktoś za tym stoi." Język i sugestie spisku które używają podejrzani poplecznikowi obsługują niewątpliwie antysemityzm.

W piątek protesty osiągnęły nowy szczyt. W samej Warszawie wzięło udział co najmniej sto tysięcy osób, a w całym kraju kolejne sto tysięcy. Podczas gdy ogromny tłum pozostał spokojny, ponownie doszło do masowych ataków prawicowych grup ekstremistycznych.

Jak widać na nagraniach wideo, faszyści zaznaczyli się białymi opaskami na rękach tak aj sto lat temu robiły to prawicowe paramilitaria takie jak Freikorps. Policja pozostawała w dużej mierze bezczynna lub nawet nie była na miejscu, strzegąc dużym kontyngentem wraz z żandarmerią wojskową budynków rządowych, kościołów lub rezydencji Kaczyńskiego.

Przeciwnikami demonstrantów są nie tylko PiS i skrajnie prawicowe stowarzyszenia. Pokazuje to wywiad z byłym prezesem Trybunału Konstytucyjnego, Andrzejem Rzeplińskim. Potępił demonstrantów jako motłoch i bandytów i oświadczył, że go obrzydzili. Rzepliński został wybrany na stanowisko razem z większością obecnej opozycji - Platformy Obywatelskiej (PO). Wiele komentarzy podkreśla, że reakcyjne przepisy dotyczące prawa aborcyjnego, tzw. kompromis z 1993 r., były dziełem wszystkich stron i nie zostały zliberalizowane nawet podczas kilku lat sprawowania władzy przez PO.

Niemniej jednak przywódcy "strajków kobiet", tacy jak Marta Lempart i cały Blok Lewicy, stwarzają iluzje co do roli PO. Partia Lewicy Razem i założona w 2019 roku Wiosna są nominalnie po lewej stronie PO, ale poza swoimi bardziej radykalnymi sformułowaniami nie reprezentują niezależnego programu, który wskazywałby sposób na wyjście z spirali upadającego systemu kapitalistycznego.

Zastąpienie rządu PiS rządem kierowanym przez PO nie rozwiązałoby żadnych problemów polskiej klasy robotniczej. Bliskie powiązanie Kościoła katolickiego, faszystowskiej milicji, państwa, mediów i partii, które wyłoniły się z bagna kapitalistycznej odbudowy w latach dziewięćdziesiątych, nie znikną wraz ze zmianą rządu.

PiS doszła do władzy przede wszystkim dlatego, że potrafiła wykorzystać niezadowolenie z prawicowej polityki PO, a jeszcze wcześniej - socjaldemokratycznego PSL. Aby powiązać protesty z tą zdyskredytowaną i pozbawioną wiarygodności opozycją, w niedzielę w Warszawie utworzono "radę konsultacyjną". Organ ten wzoruje się opozycją w sąsiedniej Białorusi i wprost ma na celu wykorzystanie doświadczeń "demokratycznej opozycji z czasów PRL-u" - czyli sił politycznych, z których wyłoniła się zarówno PiS, jak i PO.

Apel w tym samym kierunku wystosował przewodniczący polskiego Senatu, Tomasz Grodzki z PO.  W Gazecie Wyborczej wezwał rząd do rozpoczęcia rozmów z parlamentarną i pozaparlamentarną opozycją. Równiżena eskalujący kryzys wywołany pandemią koronawirusem, partie opozycyjne nie mają żadnej odpowiedzi, adekwatnej do pilności sytuacji. W czwartek nowe zakażenia w Polsce po raz pierwszy przekroczyły granicę 20 tysięcy, a ostatnio wyniosły ponad 21 800. W obliczu tej dynamiki nieuniknione jest załamanie się i tak już niesprawnego polskiego systemu opieki zdrowotnej - ostrzegają eksperci. Rządowy plan rozbudowy dodatkowych 10.000 łóżek w szpitalach polowych nie zmieni niczego w kwestii chronicznego braku personelu, sprzętu i materiałów. Już w piątek liczba zgonów osiągnęła nowy, smutny dzienny rekord - 298.

Jedynym nowym środkiem, za pomocą którego rząd zareagował na gwałtownie rosnące zagrożenie, było zamknięcie cmentarzy przed zbliżającym się świętem Wszystkich Świętych. Opozycja była z tego powodu zdenerwowana i domagała się również zamknięcia kościołów. W rzeczywistości żaden z tych środków nie może doprowadzić do opanowania pandemii. Jak już domagali się protestujący studenci, stacjonarne prowadzenie lekcji w szkołach, przedszkolach i na uniwersytetach musiałoby zostać natychmiast wstrzymane. Gospodarka musiałaby zostać zredukowana do tego, co absolutnie konieczne, a system opieki zdrowotnej musiałby otrzymać duże fundusze.

Zagroziłoby to jednak zyskom korporacji i bogaczy, które nadal rosną. Trzy tygodnie temu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie zadebiutował internetowy inwestor Allegro z rekordowymi przychodami w wysokości dwóch miliardów euro i natychmiast stał się najcenniejszą firmą w Polsce.

Klasa rządząca w Polsce obawia się masowych protestów społecznych, które przez zaostrzenie prawa aborcyjnego rozpaliły się niczym przez iskrę. To, co powoduje, że ludzie wychodzą na ulice, nie jest bynajmniej tylko chęć wycofania zakazu aborcji. W protestach wyładowuję się cały skumulowany gniew przeciwko systemowi, na czele którego stoi PiS, ale który wspierany i broniony jest przez wszystkie partie. Dlatego próba osiągnięcia przez prezydenta Dudę w piątek kompromisu, legalnej aborcji jeśli będzie się dało udowodnić kobieta urodzi martwy płód, była całkowicie daremna.

Tymczasem pojawiają się pogłoski o zbliżającym się wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Antoni Podolski, były dyrektor Rządowego Centrum Bezpieczeństwa i były wiceminister spraw wewnętrznych, wskazał w Gazecie Wyborczej trzy możliwe drogi rozwoju na przykładach historycznych: "Gierek - rozmowa z demonstrantami i rezygnacja z przemocy. Jaruzelski - wprowadzenie stanu wyjątkowego i stłumienie protestów przemocą. I wreszcie, wariant Gomułki - przywódcy przywódcy, zaniepokojeni jego postępującą utratą poczucia rzeczywistości, dochodzą do wniosku, że nadszedł czas, by go zastąpić i ocalić swoją władzę".

Aby zapobiec tym scenariuszom, które ostatecznie sprowadzają się do brutalnej obrony polskiego kapitalizmu, klasa robotnicza musi wziąć swój los w swoje ręce. Wymaga to jasnej perspektywy, łączącej polskich robotników w walce o socjalistyczną transformację społeczeństwa z międzynarodową klasą robotniczą oraz utworzenia polskiej sekcji Międzynarodowego Komitetu Czwartej Międzynarodówki.